Blog

„Mąż na rękach niósł ją do szpitala psychiatrycznego”. Mobbing w szkołach


Nauczycielka nie była w stanie wstać z kanapy i dotrzeć do toalety. Mąż na rękach niósł ją do szpitala psychiatrycznego. „Sposoby przemocy są tak wyszukane, że wprost nie mieszczą się w głowie”.

„Co za ulga!” – pisze jedna z członkiń facebookowej grupy „Uwaga, mobber w szkole”. „Dziś złożyłam wypowiedzenie ze szkoły, jestem wolnym człowiekiem! Wreszcie mam czas dla rodziny! Idę do nowej pracy, w której odzyskam poczucie własnej wartości”.

„Kocham pracę z uczniami. Ale…”

Inna nauczycielka: „Po 20 latach żegnam się ze szkołą, idę pracować na produkcję. Chcę mieć święty spokój i 26 dni urlopu wtedy, kiedy zechcę. Poza tym, nie zgadzam się z treściami nowej podstawy programowej przedmiotu, którego uczę. Nie mogłabym czegoś takiego mówić uczniom”.

Kolejny wpis: „Kocham pracę z uczniami, ale środowisko jest już zbyt stłamszone i zastraszone. Koniec ery siłaczekNauczyciele odchodzą z zawodu„.

– Za każde osiągnięcie płaciłam upokorzeniem. 

„Gdzie zgłosić nierówne traktowanie?” – dopytuje nauczyciel. „Dyrektorka nie daje mi zastępstw. A inni dostają po kilka, kilkanaście. Wcześniej przy gołym etacie miałem ich 20″.

Kolejny wpis: „Dostaliśmy do podpisania pismo, że nawet między sobą nie możemy rozmawiać o szkole”.

„A u nas jest tak: przy tablicy mamy 22 godziny, a nie 18. Gdy poszliśmy z tym do prezydenta, kazał nam siedzieć cicho. I przestał nam dawać nagrody”. 

Lekcja o depresji była jej ostatnią

Dorota Olszewska-Sioma zorganizowała w szóstej klasie podstawówki lekcję o depresji. W ramach zadania domowego poleciła dzieciom wyszukać informacje na temat tej choroby. 

„Uchybienie godności zawodu i obowiązkom nauczyciela” – usłyszała od dyrektora. To ją obarczył winą za to, że dwie uczennice się okaleczyły. Powiadomił policję, potem nauczycielkę zawiesił – straciła wszystkie dodatki, pensję obniżono jej do płacy minimalnej, odcięto ją od dostępu do dziennika, dostała też zakaz wstępu na teren szkoły.

W szkole, gdzie spotkałam się z mobbingiem, nie pracuję od dawna, ale wciąż czuję swoją krzywdę

Rzecznik dyscyplinarny przy kuratorium nie doszukał się w jej działaniu żadnej winy. Rzekome samookaleczenia uczennic okazały się zadrapaniami – dziewczynkom nic się nie stało, co potwierdzili rodzice. Rzecznik uznał, że „samookaleczenia” były pretekstem, aby pozbyć się Doroty, i polecił przywrócić ją do pracy. Dyrektor się odwołał, jednak znów nie uzyskał poparcia.

Mobber to drapieżnik. Najpierw typuje ofiarę. Potem pozbawia ją ochrony grupy, osacza i dopada

– W końcu jednak zostałam zwolniona z pracy. Odchodzę po prawie 25 latach. Mam mieszankę leków, które mi pomagają to przetrwać. Toczą się postępowania. I dlatego dziś nie boję się wypowiadać pod nazwiskiem. Już nikt nie może zrobić mi krzywdy – mówi Dorota Olszewska-Sioma. 

„Kasia dorabia sobie na waciki” 

Katarzyna jest nauczycielką w mieście średniej wielkości. Wszyscy tu wiedzą, że pochodzi z majętnej rodziny. W nowej szkole nauczyciele nie przyjęli jej ciepło.

Złośliwości słyszała od samego początku: „O, na waciki przyszła dorobić”, „Nie ma lodówki w szkole? To Kasia kupi!”, „Patrzcie, idzie ta, co ma pałac. Pewnie z Karaibów wróciła”.

Chichot, szepty za plecami. Szemranie, gdy przechodziła korytarzem. – Było mi bardzo przykro. Czułam się wyobcowana. Czy to, że rodzina ma pieniądze, oznacza, że mam przestać robić to, co lubię? Mam przestać zarabiać na siebie, rozwijać się? Mam osiąść na laurach? – pyta.

Związki zawodowe u ministra edukacji. ZNP: „Nowela Karty nauczyciela to jest kpina, wydmuszka”

Prawdziwe gnębienie zaczęło się jednak dopiero, gdy Katarzyna zaczęła odnosić sukcesy. Rodzice wyróżnili ją specjalną nagrodą, uczniowie zaczęli zdobywać certyfikaty. Była lubiana. To oburzało innych nauczycieli, a najbardziej dyrektorkę. Wzywanie na dywanik i straszenie skargami rodziców, których nigdy nie mogła zobaczyć („bo będzie się mścić”), stało się codziennością. Potem pojawiły się naciski: zwolnij się sama, inaczej popsujemy ci papiery, nikt cię tu w mieście nie zatrudni. Dyrektorka przeszła do ofensywy, zaczęła podjudzać rodziców przeciwko Katarzynie. – Nie dali się w to wkręcić, nie napisali żadnego pisma. Bronili mnie – opowiada. Dyrektorka zasypywała pismami i negatywnymi ocenami pracy Katarzyny kuratora. On je zmieniał na pozytywne.

W końcu do gabinetu dyrektorka wezwała męża Kasi, by oznajmić mu, że sobie z nią nie radzi. Ze spotkania mąż wyszedł zdruzgotany. Sam zaczął gromadzić dowody na to, że Kasia jest niesłusznie atakowana.

W końcu nauczycielka postanowiła zawalczyć. – Miałam wybór: bronić się, albo dać się zniszczyć – mówi. Wniosła do sądu prywatne oskarżenie o zniesławienie.

Dyrektorce wreszcie udało się namówić kilku rodziców, by napisali – anonimowo – skargi na nauczycielkę. Ale przed sądem niczego nie potwierdzili, zeznawali natomiast, że Kasia wystawiła ich dzieciom trójkę zamiast czwórki, albo że dziecko przewróciło się na rowerze, bo spieszyło się na lekcje. Kasia nigdy od nich tego osobiście nie usłyszała.

Mimo tego przegrała. Sąd tłumaczył, że oskarżenie, które wniosła, było źle sformułowane. Odeszła z tej szkoły, ale ludzie w mieście nadal nie dają jej spokoju. Jej koszmar trwa już sześć lat. 

Jesienią miała zawał.

„Ofiarami są nauczyciele, którzy się wyróżniają”

Takich historii jest więcej.

Według wyników ankiety Ogólnopolskiego Forum Oświatowego Nauczycieli i Dyrektorów 76 proc. nauczycieli doświadczyło mobbingu. 23 proc. deklaruje, że nigdy się z tym zjawiskiem nie zetknęło. 

– W większości mobberami są dyrektorzy szkół, a ofiarami nauczyciele, ale zdarzają się też przypadki mobbingu między nauczycielami czy też nauczycieli wobec dyrektora. Te ostatnie są jednak incydentalne – mówi Violetta Kalka, nauczycielka z 25-letnim stażem, działaczka nauczycielskiej „Solidarności”. To ona założyła grupę „Uwaga, mobber w szkole”. Zebrała już ponad 2 tys. członkiń i członków.

Nauczyciele dzielą się tam swoimi doświadczeniami. Opowiadają o publicznym deprecjonowaniu, wyśmiewaniu, straszeniu skargami rodziców, przydzielaniu zadań poniżej ich kompetencji lub takich, które nie należą do ich obowiązków, jak np. sprzątanie zaplecza. – Typy przemocy są tak wyszukane, że aż trudno uwierzyć, że coś takiego człowiek człowiekowi może robić. To się w głowie nie mieści – podkreśla Kalka.

Nie wszystko jest mobbingiem. Ale to firma musi postawić granicę

I dodaje: – Ofiarami mobbingu nie są wcale najsłabsze ogniwa w szkole. Nauczyciele cisi, niewyróżniający się, a szczególnie potulni i pokorni, mają spokój. Tacy są wręcz mile widziani.

Ofiarami mobbingu  najczęściej zostają nauczyciele, którzy się czymś wyróżniają. Tacy, którzy sypią pomysłami, są kreatywni, wymyślają różne inicjatywy, mają ciekawe scenariusze lekcji. Swoimi kompetencjami wykraczają poza standard.

– To wynika z niskiego poczucia własnej wartości dyrektora mobbera. Z kompleksów – mówi. – Z zachłyśnięcia się władzą, z chęci pokazania: „teraz ja tu rządzę”. Jeżeli dyrektor jest dobrym, znającym swoją wartość liderem, wówczas takie rzeczy się nie zdarzają. Dyrektor atakuje, kiedy czuje się zagrożony.

 „Mobbing sieje spustoszenie” 

Violetta Kalka podkreśla, że nauczyciele często nawet nie zdają sobie sprawy, że to, co ich spotyka, to mobbing, za który płacą depresją: – Mobbing powoduje spustoszenie w ludzkiej psychice. Pojawiają się objawy somatyczne, siada zdrowie. Choroba goni chorobę. Od infekcji, przez bóle głowy, żołądka po wypadanie włosów. 

U mojej koleżanki skończyło się pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Dziewczyna nie wstawała już z łóżka, nie była w stanie nawet dotrzeć do toalety. Mąż na rękach niósł ją do szpitala.

– Nauczyciele, którzy zmieniają zawód, opowiadają, że wszelkie choroby, z którymi borykali się podczas pracy w szkole, natychmiast ustępują – mówi.

Kalka prowadzi jeszcze jedną grupę o nazwie „Nauczyciel zmienia zawód”. Ta liczy ponad 29 tys. osób. Tu nauczyciele chętniej udzielają się pod swoim nazwiskiem. Bo na tej poświęconej mobbingowi w szkole – niekoniecznie. – Boją się utraty pracy, przegranej, zemsty. Często są jedynymi żywicielami rodziny, mają kredyty. A szkołą rządzą układy. 

W mniejszych miejscowościach są to swoiste „układy zamknięte”, oparte na koteriach politycznych i towarzyskich. Nic więc dziwnego, że konkurs wygrywa żona wójta, a wśród nauczycieli jest jego bliższa i dalsza rodzina. 

– A nawet jak wygrają, to co z tego? – podsumowuje. – I tak zwykle muszą się pożegnać ze szkołą. Na końcu i tak triumfuje mobber.

„Graj tak, jakbyś pućkał panienkę z szatni”. Co się dzieje w teatrze?

Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, uważa, że dane o 76 proc. nauczycieli, którzy doświadczyli mobbingu, nie są miarodajne. Jego zdaniem dyrektorzy też są ofiarami, m.in. nacisków ze strony organów prowadzących. – Świadczy o tym fakt, jak wielu z nich odchodzi z zawodu albo nie chce ponownie startować w konkursach. Braki kadrowe w dużej mierze dotyczą także dyrektorów – mówi. 

Prawniczka oświatowa: 10 proc. spraw kończy się wygraną 

– Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości polskie sądy rozpatrują ok. 400 spraw dotyczących mobbingu rocznie. Trudno powiedzieć, jak wiele z nich zgłaszają pracownicy oświaty, bo takich statystyk nie ma. Kancelaria, w której pracuję, dostaje ok. 6 takich spraw w ciągu roku. Ale skala jest, oczywiście, większa – mówi Karolina Sikorska-Bednarczyk, prawniczka oświatowa.

Sprawy te dotyczą najczęściej kwestii dyskryminacji, atmosfery w pracy, podważania kompetencji, zmuszania do pracy w godzinach ponadwymiarowych bez wynagrodzenia. – Nauczyciele są straszeni komisją dyscyplinarną lub zwolnieniem – mówi Sikorska-Bednarczyk. – Często słyszą, że „na ich miejsce jest 15 innych”, albo że „przecież mają tyle wolnego czasu”. Gdy nie zgadzają się z decyzjami dyrektora, za karę mają szukać sprawców defekacji toalet albo kabli do nagłośnienia. Przydzielane są im zadania, które należą do pracowników gospodarczych. Nikt nie zważa, że mają tego samego dnia do sprawdzenia 300 sprawdzianów. Często obserwuję też zjawisko nierównego traktowania – coś, za co są karani, innym uchodzi na sucho. Tymczasem pracodawca, w tym przypadku dyrektor, ma obowiązek przeciwdziałania mobbingowi.  

Pani dyrektor musi odejść. Oskarżenia, protesty, wotum nieufności, dymisja

– Spraw nie jest jeszcze zbyt dużo, bo nauczyciele boją się mówić – wyjaśnia. – Nie chcą iść do sądów, prawników, Państwowej Inspekcji Pracy czy komisji antymobbingowych w swoich szkołach (wszędzie powinny takie być). Boją się przegranej.

– Tylko 10 proc. takich spraw zgłoszonych do Sądu Pracy kończy się wygraną.

– Zdarza się, że powództwa są oddalane, bo zawierają błędy formalne, a mobbing jest źle zdefiniowany – mówi Sikorska-Bednarczyk. – Jeśli nie będziemy mieli dobrze rozpoznanej definicji mobbingu, to sąd oddali to roszczenie.  W wielu przypadkach łatwiej jest wygrać sprawy o naruszanie dóbr osobistych czy nawet o znęcanie się lub stalking – dodaje. 

źródło: gazeta wyborcza